
Dywan | Rynek Wrocław | Wrocław Non Stop | 5,6.07.2008
Zderzenie osobistej przestrzeni życiowej z centrum miasta, anonimowością, tłumem, turystami. Próba przeniesienia poczucia przynależności, tożsamości miejsca z gruntu prywatnego na związek z miastem; zjawisko zakotwiczenia.
Dywan jako centrum, salon, miejsce gdzie zderza się moje/domowe z obcym/zaproszonym; kobieta-matka przyjmująca, zapraszająca na swoje łono. Jest to dwoista sytuacja. Z jednej strony dopuszczamy i zapraszamy obcych ludzi w bardzo osobistą przestrzeń, która jest bezpośrednią częścią nas samych; poddajemy się użytkowaniu (z możliwością zarówno odrzucenia zaproszenia jak i zniszczenia dywanu/sukni). Z drugiej strony jako kobieta/matka/gospodarz, stojąc w odpowiedniej pozycji, w poczwórnej konfiguracji, mamy całkowity ogląd i kontrolę sytuacji.
Role, jakie narzucili nam uczestnicy akcji, w ogromnej mierze sprowadziły nas do bycia wyniosłymi hostessami, mającymi na oku dzieci biegające po dywanie jak po placu zabaw (zwłaszcza ze względu na bliską lokalizację długiej kolejki do zwiedzania Luminarium, skojarzenie z „przechowalnią” dla kilkulatków w hipermarkecie było wyjątkowo mocne). Poza rolą matki byłyśmy kochankami (mężczyźni o pokaźnej posturze siadali bardzo blisko nas, szukając w naszym cieniu bezpiecznego schronu), córkami (którym trzeba poprawić sukienkę), intruzami (którzy nie chcą wytłumaczyć po co tu stoją), czy wreszcie paniami z reklamy (z którymi – lub też na tle których – robi się zdjęcie).
